| Witam Cię ziomek w tym miejscu |
| Co nie generuje a degeneruje zwycięzców |
| Poczujesz to w powietrzu |
| Bo tu w człowieku dojrzewa pierwiastek |
| Którego nie znajdziesz u Mendelejewa |
| Od dziecka po trumnę od kołyski |
| Mówią Ci — nie pchaj się na piedestał |
| Musisz być skromny i zwykły, jak wszyscy |
| To syndrom Polski, wybij się wyżej a cię chwycą za kostki |
| Nam pozostaje to pierdolić bracie |
| Jebaną kulą w sercu mnie nie zatrzymacie |
| Słowa jak rapier papier tną, masz coś do nich? |
| Niejednego flow ocalił tu od paranoi |
| Z Sodomy do komory dwa na dwa metry |
| Długopis, mikrofony, szatan dyktuje teksty |
| I dzięki, kto tu się lepiej sprzedał? |
| Tu ziom z tych osiedli, co ma plan jak się wkręcić do nieba |
| Bit na żywo z miejsca, co zła nie zna z dzienników |
| Skąd zwiewa wciąż w chuj moich rówieśników |
| Kwestia to moment wyczuć, prześlizgnąć się po fali |
| Przebić to czego inni nie zdołali |
| Pieprzyć to co za nami, bo tego jakby nie ma, nie? |
| Kto chce iść w przód patrzy w przód zamiast patrzeć wstecz |
| Wiem czego chcę, mam autorytet własny |
| I mam drabinę z liter co prowadzi mnie pomiędzy gwiazdy |
| To dla moich ludzi |
| ŁDZ, pełen luzik! |
| To dla moich ludzi |
| Lek, lek, ej! |
| To dla moich ludzi |
| Bo już czas się obudzić |
| Przygotować się na nowy dzień, wiesz! |
| Czuję się jakbym czekał na tą płytę całe życie |
| To jak byście znów mogli wziąć ten pierwszy oddech gdy się narodzicie |
| Ten pierwszy raz widzieć świat na nowo |
| Widzieć znowu ten pierwszy raz milion barw przed sobą |
| To nowy start i strzał z adrenaliny na rozpęd |
| Dla tych co jeszcze nie popadli w obłęd |
| W osiedlach co farciarzom dają drobne na bilet |
| Zacznijmy nowy dzień, zbierz siłę |
| Jak wierzysz, że masz tylko jedno życie, jak ja |
| Wyrywaj co ci każdy dzień winien każdego dnia |
| I otwórz się na świat, zobacz szanse jakiej inni nie widzą |
| Nie patrz już w ziemię brat, podnieś wzrok i popatrz na horyzont |
| Zakładaj ciuchy, buty, otwórz te drzwi |
| Bo dla niektórych sny nie kończą się nad ranem |
| I gdy dla niektórych kolejny dni tylko gonią kolejne dni |
| Ktoś tu spełnia sny, gdy inny czeka aż się spełnią same |
| To dla moich ludzi |
| ŁDZ, pełen luzik! |
| To dla moich ludzi |
| Lek, lek, ej! |
| To dla moich ludzi |
| Bo już czas się obudzić |
| Przygotować się na nowy dzień, wiesz! |
| Witam cię serdecznie na tej płycie |
| Która dla mnie jest mega ważna |
| Ja wydaję tę płytę właściwie na dziesięciolecie |
| I to jest powrót do czasów, którymi się jaram |
| Do brzmienia rapu, w którym się zakochałem |
| Słuchaj jak to brzmi! 2008! |
| Możesz mówić ŁDZ, możesz mówić HollyŁódź, jak wolisz |
| To jest nieważne, możesz w ogóle nie być z Łodzi |
| Możesz być gdziekolwiek, włączyć to sobie to na empetrójce |
| Serdecznie Cię zapraszam, ziomuś! |
| Kiedy ty hip-hop dawno przysypałeś ziemią |
| Ja wchodzę tu tak jakby się drugi raz to wszystko zaczęło |
| Jak Nike Air Force 1, to czysta świeżość |
| Choć mogę mieć sandały i słabi gówno powiedzą |
| Bo mam flow i styl, a pozostali łapią kolby w ryj |
| I adios, na do widzenia dwa kopy na wynos |
| Jak nie chcą po dobroci mogę zrobić tu porządki siłą |
| Ty ryło stul, bo żaden z ciebie skurwiel, aj |
| A tylko mały, słaby, szary chuj bez jaj |
| Cie nie ocali full cap z Nowego Jorku |
| Jeśli od Diplomats się zaczyna twój oldschool |
| Jak masz 15 lat, jesteś białasem co mówi po polsku |
| A twój awatar ma bandanę Bloodsów |
| Bo żaden z ciebie Game gnojku, raczej ci bliżej do geja |
| To twoje życie, ok, ale to moja scena, dlatego |
| Dziś jest dzień |
| Gdy ta kultura złapie czysty tlen |
| Zaznacz na mapie, bracie, ŁDZ |
| Bo to jest nasze, czy ty chcesz czy nie |
| Wracamy tu z hałasem |