| Wjeżdżam na stację tak jak Arab na bit |
| Oczy zaspane, słyszę gadkę ile wacha za litr |
| Gdybym miał prawko, tobym gadał jak ci |
| A tak to tylko szukam drzwi, by móc nalać na… yyy… |
| Wiolinowe klucze w pisuarach |
| Jak Bolek «nie chcem ale muszem», nie patrzeć się staram |
| Obok po walce długiej strumień tak luzuje chama |
| Że solidarnie każdy pali Jana |
| Dobra, zostawiam już za drzwiami ten bąk |
| W temacie ważkim chciałbym zabrać głos |
| Dobre chłopaki, ilu z was nie raczy umyć rąk? |
| Zbijamy piątki, błagam, te umywalki tam po coś przecież są |
| Palisz czyściocha, ale w dłoniach syf |
| Każdego glocka jakby polał sos tysiąca wysp |
| Brr… Aż przechodzi po ramionach wzdryg |
| Siadać tu na tronie to jak włączać Ring |
| Jakiś miał być refren, lecz wcięło gdzieś mózg operacji |
| Środek nocy, nie dzień, więc wzięły w łeb plany tej akcji |
| Nawet najtwardszy człek stoi jak po lokacji |
| Jeśli mój drugi dom gdziekolwiek jest, to pewnie na stacji |
| Wpadam na stację z ziomalką, ziomem, ziomem, ziomem |
| Kwadratowa twarz, bo trójkąty z majezonem |
| W trasie czujemy się jak królowie |
| Bez pukania drzwi rozsuwają się w każdą stronę |
| Co jest? Kurs na toilet to priorytet |
| Czasem bywa to jak wyścig o życie |
| Czasem śmierci oblicze mamy przed oczami |
| Chwilę wcześniej przyjechał autokar z turystami |
| Uuu… Ale znowu wygrana |
| By ktoś mógł to olać, musiał ktoś mieć dramat |
| Rozkmina z rana i zmieniam sektor |
| Mam trochę siana, więc idę zjeść coś |
| Jakie menu? W tym jesteśmy podzieleni |
| My tradycyjnie, oni tam zieleni |
| Lecz nikt się nie pieni o takie bzdety, ziom |
| Solidarnie do mety, a to kilometry stąd |
| Jakiś miał być refren, lecz wcięło gdzieś mózg operacji |
| Środek nocy, nie dzień, więc wzięły w łeb plany tej akcji |
| Nawet najtwardszy człek stoi jak po lokacji |
| Jeśli mój drugi dom gdziekolwiek jest, to pewnie na stacji |
| Mayday, mayday, zjedźmy zanim zejdę |
| Zanim się rozleje ten z poprzedniej stacji Earl Grey |
| Hmm… Szum silnika nie pomaga |
| Czy możemy się zatrzymać? Błagam! |
| Czasem to wygląda jak gra kółko krzyżyk |
| Nie odhaczysz WC, wolałabyś nie żyć |
| Albo jak Kopciuszek, gdy wybija północ |
| Zamykają bramy no i pryska urok |
| Za ścianą z dykty ktoś już siedzi |
| Żadni z was sąsiedzi, a intymnie jak u spowiedzi |
| A gdy jest tak cicho, to przysięgam, że nie mogę |
| I nic tylko modlić się aż ktoś spuści wodę |
| Taką traumę lepiej zajeść |
| Więc po toi-toi czas się zaznajomić z barem |
| Co tu mają mają? Co rusz majo majo |
| Po łososiu ani śladu, no chyba ktoś mnie robi w jajo |
| Słyszę klakson, łapię torcik Wedla |
| I jedną puszkę albo dwie dla drivera |
| Dziś za kółkiem W jest panem szosy |
| Żaden z niego monster, ale potrzebuje mocy |
| Juchaaa, liryczna zawieruchaaa! |
| Jakiś miał być refren, lecz wcięło gdzieś mózg operacji |
| Środek nocy, nie dzień, więc wzięły w łeb plany tej akcji |
| Nawet najtwardszy człek stoi jak po lokacji |
| Jeśli mój drugi dom gdziekolwiek jest, to pewnie na stacji |